niedziela, 13 maja 2018

Na poważnie.

Cóż, kochani. Czas wziąć się za wszystko na poważnie. Prawdziwa dieta, prawdziwy plan ćwiczeń. Chcę jedynie zaznaczyć, że nie promuję żadnego rodzaju zaburzeń odżywiania. Ten blog to po prostu zakątek gdzie mogę opowiadać o swoich przeżyciach i swojej "diecie".

Więc, najpierw odniosę się do jedzenia.
Na tumblr znalazłem wpis, gdzie pokazuje jak powinna wyglądać tygodniowa dieta, mniej więcej. Według tej jednej, w ciągu tygodnia, możesz schudnąć 2-3 kilogramy, z resztą jak widać na ss poniżej.

Tutaj link do bloga na tumblr z którego wziąłem ten wpis -> tutaj♥

Dzień pierwszy - 200 kcal.
Jako że chciałbym zrobić sobie jadłospis z przynajmniej dwoma posiłkami dziennie - aby z łatwością przetrwać każdy dzień w którym będę dostarczać organizmowi niewielkie ilości kalorii.  A więc:

Śniadanie
sałata (2 lub 3 liście) - 2-3kcal
pomidor (2 plastry) - 8kcal
kromka chleba pszennego - 65kcal(25g, koniecznie bez masła)
herbata/kawa - 0kcal (dowolna ilość, bez cukru)
Razem - 76kcal (do obliczenia użyłem 3 liście sałaty i 2 plastry pomidora)

Każda łyżeczka cukru zawiera ok. 20 kalorii, dlatego to bardzo ważne by nie pić napoi słodkich ani nie słodzić herbat ani kawy. Również ważne jest aby nie jeść masła. Łyżeczka stołowa przeciętnego masła zawiera ok. 80 kalorii. :)

Obiad/lunch

Mandarynka - 28kcal (jedna)
Jabłko - 40kcal (małe, bez skórki)
Butelka wody - 0kcal
Herbata - 0kcal (bez cukru)
Razem - 68kcal

Ważne jest żeby pić dużo wody. Odświeża organizm i zapełnia żoładek, dzięki czemu łatwiej przychodzi znoszenie głodu.

Kolacja

Na kolację sałatka owocowa.

2 szklanki ananasa - 148kcal
1 funt (ok 500g) truskawek - 151kcal
ok. 500ml jeżyn - 115kcal
4 kiwi - 168kcal
Ananasa i truskawki pokroić na mniejsze kawałki.

Przepis wyznacza 10 porcji sałatki owocowej, gdzie jedna porcja to 3/4 szklanki. Jedna porcja daje ok. 58kcal.

Razem na cały dzień będzie to 202 kcal, te 2 można darować. Przez resztę dnia trzeba by pić dużo wody i żuć gumę. To na pewno pomoże.

W dni wpisane jako "fast" po prostu 0 kcal przez 24h. Herbata i kawa bez cukru, woda, guma. Gdyby samo to było zbyt ciężkie, zawsze można zrobić trochę kostek lodu, przełamać je na mniejsze kawałki po czym posypać solą i zjeść. W ten sposób napełnisz żołądek i pozbędziesz się tego uczucia, że chce się coś pogryźć i przełknąć, czego nie daje samo żucie gumy. Ponadto, lód z solą przypomina w smaku popcorn, więc to nie takie złe. No, chyba że ktoś nie lubi popcornu.

Wiem, na ten moment jest tylko jeden dzień, ale w wolnej chwili zedytuję post i dopiszę jadłospisy również kolejnych dni.

Trzymajcie się ciepło.
xx


niedziela, 18 lutego 2018

Atencyjnom kówom byci jak ja.

Hej hej. Długo nie było nic na blogu, jestem tego kompletnie świadomy, jednakże nie lubię wstawiać ani oddawać niczego regularnie. U mnie nie ma czegoś takiego jak "deadline". XD

Będzie chaotycznie. : )

No więc, nie bardzo wiem o czym pisać. Ostatnio całkowicie moje życie jakoś.. się zjebało? Nie wiem jak to nazwać, wszystko z przeszłości tak po prostu postanowiło pierdolnąć moją psychikę i serce w "twarz".

Przepraszam za te przekleństwa, ogólnie jestem bardzo wulgarną osobą i takie przeklinanie jest u mnie na porządku dziennym, co wcale nie znaczy że czuję się z tym jakoś super etc.

Staram się wyprzeć niektóre emocje... Dobra, bądźmy szczerzy, staram się wyprzeć dosłownie wszystkie emocje. Nie czuję, jakby były mi więcej potrzebne. Przywiązywanie się do ludzi też jest mi zbędne, a jednak jestem przywiązany do kilku osób w moim życiu, przez co bardzo cierpię. To naprawdę boli, kiedy osoba dla Ciebie ważna, czuje się gorzej albo robi sobie krzywdę.

Mam ochotę płakać, czuję się tak kurewsko samotny. Czuję się sam, jakbym nie miał nikogo, nawet jeżeli rozmawiam z przynajmniej pięcioma osobami każdego dnia. Tak naprawdę nie mogę im powiedzieć jak się czuję. Ale to nie dlatego, że im nie ufam, że wstydzę się tego... Ja po prostu nie umiem. Nie umiem powiedzieć co ze mną się dzieje, bez powodu mogę płakać, gdzie jeszcze minutę wcześniej śmiałem się jak opętany. Na domiar złego, czuję się jakby w ogóle nie rozumieli co chciałbym przekazać, czuję się wtedy osaczony, umniejszony, niezrozumiały, jakby chcieli narzucić mi swoje racje, przez co jeszcze bardziej czuję się wyniszczony i słaby, przez co bardziej chcę umrzeć, albo chociaż pochlastać całe swoje ciało. Nie wiem dlaczego tak jest, ale wiem, że tego nie chcę. Jednak to chodzi za mną całe życie.

Nie lubię w takich sytuacjach słuchać smutnych piosenek, bo czuję się gorzej. Ale eh, nie mogę słuchać też tych weselszych, bo czuję się jak gówno, bo opowiadają zwykle o szczęśliwej miłości, przyjaźni i ogólnie o tym, czego sam nigdy nie miałem. *tu zaczalem ryczeć i to tak w chuj, dusze sie omg* Z weselszych piosenek jedynym wyjątkiem jest ta piosenka. : )

Ludzie mówią mi "ogarnij się, masz całe życie do przeżycia". ALE JA GO KURWA NIE CHCĘ, CZY TO TAKIE KURWA TRUDNE DO ZROZUMIENIA? Ale bym chciał wydrzeć się na takie osoby, to serio mnie wkurwia. Ludzie myślą, że tym mi pomogą. Ale hej! Tak wcale nie jest, tylko pogarszacie sytuację! Szczerze, już wolałbym, żeby mówili mi "zabij się", przynajmniej umiałbym to zrobić, w przeciwieństwie do "ogarnięcia się".

Patrzę w pusty punkt na ścianie i w głowie mam pustkę. Uczucie i chęć śmierci się nasila, oh, błagam po prostu o śmierć. W moim życiu nic się nie dzieje, a jednak czuję się jakbym był torturowany cały czas. Oddychanie staje się coraz trudniejsze, bardziej męczące, wszystko jest teraz tylko różnym odcieniem szarości. Tylko herbata ma jakiś smak.

Gubię się w swoich myślach, nie umiem ich posortować, pozbyć się. Próbowałem, naprawdę. Skupić się na jednej, przemyśleć i oddać w zapomnienie, jednakże myślę o nich często nawet pięć godzin nieruchomo leżąc w łóżku, a one dalej są. Z tyłu mojej głowy, tylko czyhają na moment jak teraz, kiedy jestem na skraju załamania. Tylko po to, by dopierdolić i namawiać do grzechu (samookaleczenia są jest grzechem, wiec jak wierzysz i się tniesz, spowiadaj się z tego : ). Ciche szepty namawiają mnie do powieszenia się, śmieją się ze mnie, ze wszystkiego co robię i tego jak wyglądam. W nocy przypominają mi wszystko czego się wstydzę, nie pozwalają zasnąć spokojnie, a rano nie dają mi wstać.

Teraz serio nie wiem co pisać, jest wiele rzeczy o których chciałbym opowiedzieć, ale nie wiem już jak mam sklecić sensowne zdanie. Nie umiem przekazywać rzeczy z tą ostrością, z jaką czuję je w środku. Nie umiem przekazać tego wyniszczenia, jestem w tym beznadziejny (i we wszystkim innym też).

Nie wiem kiedy kolejny post, no cóż. Miło było, a teraz pa i buźka, oraz fałszywych uśmieszków stówka (ale rymy Kuba, uuuuuuuuu, propsuje).. : )